Sformułowanie zła historia kredytowa kojarzy się z negatywnymi wpisami w tzw. BIK – u, czyli Biurze Informacji Kredytowej. Każde opóźnienie w płatności skutkuje pojawieniem się stosownej notki przy nazwisku delikwenta. Dzisiaj jednak nie o tym. Dzisiaj o złej historii kredytowej, ale złej bo śmiertelnej.

Znajomi poznali się jeszcze na studiach. Wiem, że tak zaczyna się wiele historii, takie niestety są fakty, że na początku musi powiać nudą. Tak czy owak zaraz po obronie dyplomu zamieszkali razem w kupionym we wspólnym kredycie mieszkaniu. Wolny związek się rozwijał. Ale bardziej w swej wolności niż w spójności. Przyszło w końcu do rozpadu wspólnego trwania, ale kwestia kredytu i mieszkania nie dała się tak łatwo rozwiązać.

Pani walczyła o mieszkanie, ale nie bardzo była w stanie spłacać kredyt. Panu nie zależało na mieszkaniu, ale nie chciał płacić za coś, z czego nie korzysta. Tak czy owak opuścił lokum, ale zawiesił spłaty. Bankowcy pukali do mieszkania, a tam była ona. Nękana wciąż nowymi monitami, załamana po odejściu Pana wpadła w depresję. Nie widziała rozwiązania. Żaden ruch finansowy nie wchodził w grę, a Pan wykonujący wolny zawód nie zamierzał angażować się w regulowanie płatności. Nerwy puściły. Pani po przyjęciu większej dawki alkoholu połknęła zbyt dużo tabletek. W kredycie został tylko Pan.

Po co ta opowieść? Po to, aby uzmysłowić Ci drogi czytelniku, że kredyty hipoteczne ciągną się latami i nie da się od nich odejść tak jak się rzuca dziewczynę. Wolne związki z kolei są coraz bardziej popularne i niestety coraz częściej łączą się z podejmowaniem wspólnych zobowiązań finansowych. Oby częściej znajdowały inny koniec niż ten z powyższej historii.

pozdrawiam