W Polsce jest około 13 mln nieruchomości mieszkalnych i niezliczone ilości różnego typu działek. Po to, żeby obrót nimi był możliwy potrzebny jest rejestr, który zgromadzi wszystkie potrzebne informacje. Kto, co, od kogo kupił. Taką właśnie metrykę nieruchomości stanowi księga wieczysta.

Każda wyodrębniona nieruchomość ma prowadzoną oddzielną księgę wieczystą. Organem odpowiedzialnym za jej aktualizowanie, utrzymywanie i udostępnianie jest sąd wieczystoksięgowy. Sędzia na podstawie wniosków składanych przez uprawnione do tego osoby podejmuje decyzje o zmianach w każdej z czterech części księgi wieczystej.

Tak jak wspomniałem księga wieczysta dzieli się na cztery działy. Pierwszy odpowiada za opisanie samej nieruchomości, czyli adres, specyfika, przeznaczenie, wielkość. Drugi rozdział to wskazanie aktualnego właściciela. Kolejny odpowiada za wpis obciążeń niehipotecznych na nieruchomości, w szczególności może chodzić o tzw. dożywocie, czyli możliwość korzystania z domu/mieszkania przez osobę trzecią aż do czasu jej śmierci. I dział czwarty, najważniejszy z punktu widzenia kredytów – hipoteki. Tutaj wpisuje się treść zobowiązań hipoptecznych na rzecz banków, bo tylko te mogą udzielać w Polsce kredytów.

I tak sobie myślę, że istnienie ksiąg wieczystych, możliwość wglądu w nie i powszechne akceptowanie zawartych w nich wpisów to jest pewne osiągnięcie cywilizacyjne. Wyobraźcie sobie jaki mielibyśmy bałagan, gdyby to wszystko nie było w ustrukturyzowany sposób wrzucone w jednym miejscu. Wtedy regularny obrót własnością domów, mieszkań, działek byłby po prostu niemożliwy. W tym kontekście pobierane przez sądy opłaty za każdą czynność wydają się być słuszne. Niech Panowie ich żądają, bo dzięki temu istnieje coś takiego jak księga wieczysta i w konsekwencji obrót mieszkaniami jest po prostu możliwy.