Czy jest taki bank, który ma w ofercie kredyty młodzieżowe? W sensie takim, że są oferty dla VIP-ów, studentów, lekarzy, bankowców, itd., itd., natomiast nie znalazłem nigdzie wariantu skierowanego do młodzieży. Nisza?

Kredyty młodzieżowe oczywiście byłyby trudne w sprzedaży. Bo przecież młodzież zwykle nie ma zdolności kredytowej. Ba, nie ma pełnej zdolności do czynności prawnych. Jeżeli przyjmiemy, że młodzieżą nazywamy nastolatków, ale jeszcze nie studentów, to tylko grupa osiemnastolatków dysponuje dowodemm osobistym. Wszyscy młodsi nie są w stanie podpisać samodzielenie umowy kredytowej. Może więc banki uznały, że nie warto do nich kierować oferty? Może. Ale jest kilka argumentów za tym że warto…

Młodzieniec musi zmotywować swojego rodzica do tego, żeby dla niego założył konto. Sam nie da rady. Dobra kampania reklamowa w sklepach z odzieżą, w kinach, w dyskotekach mogłaby zatem spowodować, że młodzieniaszki zaciągnęły by swoich rodziców do banku po to by podpisać stosowne papiery. Mogliby więc potencjalnie zostać dodatkowo przejęci przez taki bank. Dwie pieczenie na jednym ogniiu?

Po drugie dany bank nie miałby konkurencji w swojej kampani marketingowej. Nikt nie zwraca się do młodzieży z usługami bankowymi. Kredyty młodzieżowe? Nikt o tym nie słyszał. Z tego punktu widzenia duża jest więc szansa na powodzenie kampanii.

Z każdego młodzieńca docelowo stanie się dorosły człowiek. „Zwerbowanie” go szybciej spowoduje, że jak zacznie generować już pieniądze to od dawna będzie już klientem banku. W pewnym sensie manewr wyprzedzający konkurencję. Mam klienta szybciej, mniej za niego zapłaciłem, po prostu dobry deal.

No dobrze, a czy da się w ogóle udzielić młodzieżowego kredytu. A jakże! Tyle tylko, że będzie musiał do niego przystąpić ktoś z udokumentowaną zdolnością kredytową. Co się dalej będzie działo z pieniędzmi to już zadecydują kredytobiorcy.