Żona właśnie poinformowała mnie, że wzięła kartę bez mojej zgody. Kredytową rzecz jasna. A rachunek mamy wspólny. Czyli teoretycznie może nas zadłużyć na krocie i zniknąć. Kto za wszystko wtedy zapłaci? No ja oczywiście

Jeżeli żona może bez zgody męża uzyskiwać od banku karty kredytowe to wyobrażam sobie następujący scenariusza. Powiedzmy, że romansująca towarzyszka życia stawia wszystko na jedną kartę i przed ostatecznym rozwiązaniem związku zamierza narobić mężowi bigosu. Idzie wtedy do każdego banku, w którym mają rachunek. Prosi o przyznanie maksymalnego limitu kredytowego. Zbiera w sumie kilka kart kredytowych, pewnie na kilkadziesiąt może kilkaset tysięcy. Kupuje za to wycieczki, auta, itd. Generalnie korzysta z tego sama, a koszt kredytu obciąża obojga. Nieźle.

Jest to jakiś wycinek małżeńskiego współżycia. Wiem, że obrazek uproszczony. Przecież na małżeńską rzeczywistość składa się wiele kwestii, gdzie jeden z małżonków może delikatnie mówiąc oszukać drugiego. Moje zawodowe zboczenie każe mi jednak myśleć o aspekcie finansowym całej sprawy, a dzisiaj szczególnie w kontekście kart kredytowych. Jak widać i tutaj jest przestrzeń do nadużyć. I tak sobie teraz pomyślałem, może zrobić by cykl blogów na temat tego jak oszukać małżonka? Pomyślę.

DoZo